Ojczyzna polszczyzna

Wrzesień 1, 2014

Pracując w sprzedaży eksportowej możemy stanąć przed trudnym zadaniem – sprzedania produktu, który z niewiadomych przyczyn jest całkowicie odrzucany przez klientów eksportowych. Zauważamy na przykład, że wyroby, które w kraju schodzą jak ciepłe bułeczki – w eksporcie mogą być trudne do sprzedania komukolwiek. Czasem w grę wchodzą kwestie kulturowe albo konkurencja już dawno jest obecna z podobnym produktem na tamtym rynku. Czasem jednak zauważamy, że towar nie schodzi na jakimś jednym, konkretnym rynku eksportowym. Sprawdźmy w pierwszej kolejności czy nazwa naszego produktu nie oznacza czegoś w języku kraju, do którego sprzedajemy. Bo może oznaczać i to w dodatku coś, czego sami byśmy nie kupili. Oto kilka przykładów – z rynku hiszpańskiego.

Pasta Colgate

W języku polskim nazwa Colgate kojarzy nam się tylko i wyłącznie z pastą do zębów i ewentualnie z powiązanymi z nią produktami. Głównie dlatego, że słowo „colgate” nie przypomina żadnego polskiego słowa więc w naturalny sposób przejmuje znaczenie produktu, który nazywa. Niestety Hiszpanie nie mają tyle szczęścia ponieważ w ich języku słowo to oznacza po prostu rozkaz: „powieś się”. Czy w tej sytuacji należy się dziwić, że koncern Colgate-Palmolive Company miał niemałe kłopoty z wprowadzeniem czegoś o tak mocnej i negatywnie brzmiącej nazwie, na rynek hiszpański?

Chevrolet Nova

Polacy mogą kojarzyć taką nazwę z nowinką, nowością czy generalnie z czymś nowym a więc lepszym (co wynika z ugruntowanego skrótu myślowego). Ewidentne podobieństwo słowa „nova” z polskim „nowy” jest bezsprzeczne. Hiszpanie mają na ten temat inne zdanie, ponieważ w ich języku słowo „nova” oznacza „nie jedzie”. Trudno o bardziej niefortunną nazwę dla samochodu. Z resztą hiszpański rynek samochodowy jest pod tym względem bardziej problematyczny – samochód innego producenta – Ford Fiera oznacza w tym języku „stara paskuda” lub „bestia”. Jeśli spojrzy się jak wyglądał ów pojazd – nazwa wcale nie odbiega daleko od rzeczywistości. Ale niesmak i tak pozostaje.

Polonez Caro

W końcu coś z naszego podwórka. Nie wiem czy ten produkt polskiej myśli technicznej był mocno promowany w Hiszpanii ale nawet gdyby, to nie znalazłby chyba wielu chętnych do zakupu. „Caro” bowiem to nic innego jak „drogo” po hiszpańsku. Taka nazwa pasowałaby bardziej do jakiegoś Lexusa czy innego Maybacha – ale swojski Poldek? Hiszpańskie znaczenie nazwy raczej nie odzwierciedlało rzeczywistych walorów tego auta.

Jak zatem widać czasem po prostu nie mamy wpływu jako handlowcy na odbiór sprzedawanych towarów przez klientów ponieważ zwykle nie mamy wiele do powiedzenia jeśli chodzi o nazwę produktu. Jeżeli jednak kiedyś zdarzy się, że ktoś z marketingu zapyta nas co sądzimy o nowej nazwie produktu, sprawdźmy najpierw słowniki podstawowych, popularnych języków świata pod kątem jej znaczenia. Być może uchronimy się w ten sposób przed wielką wpadką.

Facebook

Archiwa

Zakaz kopiowania materiałów bez zgody autora © 2017